Już nigdy nie będzie takiej sesji. (i dobrze)
Pada od miesiąca. (i dobrze)
Zakopani po uszy książkami, przerzucamy je z ręki do ręki, nie wiedząc za którą się najpierw zabrać, udajemy gmailując, jemy ryż w arbuzowo-majonezowym sosie, scrobblujemy Bacha.
Ola wyjechała. Niedobrze.
I nawet nie ma filmu czy zdjęcia o tym.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Łabędzie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Łabędzie. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 25 czerwca 2009
piątek, 27 marca 2009
sobota, 27 września 2008
A ja napiszę...
...zwyczajnie. No, może prawie.
Miałem przyjemność stać się pierwszym tegorocznym zasiedleńcem naszego domu. Przybywszy w środę wieczorem, opuściłem go dopiero w sobotę rano. Ale przybyłem tylko dlatego, iż w tym czasie odbywał się na Ogrodach zjazd Polskiego Towarzystwa Psychologicznego — a zatem lokum nasze zamieszkiwałem tylko w wieczory i poranki.
Udało mi się w tym czasie ustalić drogę z pętli tramwajowej, poznać mechanizm (w gruncie rzeczy bardzo prosty) obsługi kuchenki i gazowego ogrzewania, zdobyć klucze, a nawet przywitać Jakuba, który nie walczył z aniołem.
Odkryłem także coś, co moim zdaniem zasługuje na specjalne podkreślenie. Otóż potrzeba tylko pięciu minut, przejścia przez ulicę i zagłębienia się między drzewa, by ujrzeć widok następujący.



Tak, dojazdy czasami będą boleć (licząc od chwili wyjścia z domu: godzina prawie na Ogrody i około czterdziestu minut do Collegium Maius). Ale jezioro i las — są nie do przecenienia. Znakomita okolica dla rowerzystów i biegaczy, czy po prostu dla tych wszystkich, którzy lubią się oderwać od schronu, betonu i zanurzyć w zieleń przyrody. Tym bardziej, że przez jezioro wiedzie most prowadzący do miejsca, w którym jest się daleko od jezdni, w którym właściwie nie słychać już samochodów i całego zgiełku miasta, w którym można po prostu pospacerować i odetchnąć — jeśli nie świeżym, to na pewno świeższym powietrzem. Za to nie można zapłacić kartą MasterCard.
I szkoda tylko, że gdy nadejdzie zima, mróz za oknami być może zniechęcać nas będzie do spacerów. Ale nasza w tym głowa, by mu się nie udało.
Miałem przyjemność stać się pierwszym tegorocznym zasiedleńcem naszego domu. Przybywszy w środę wieczorem, opuściłem go dopiero w sobotę rano. Ale przybyłem tylko dlatego, iż w tym czasie odbywał się na Ogrodach zjazd Polskiego Towarzystwa Psychologicznego — a zatem lokum nasze zamieszkiwałem tylko w wieczory i poranki.
Udało mi się w tym czasie ustalić drogę z pętli tramwajowej, poznać mechanizm (w gruncie rzeczy bardzo prosty) obsługi kuchenki i gazowego ogrzewania, zdobyć klucze, a nawet przywitać Jakuba, który nie walczył z aniołem.
Odkryłem także coś, co moim zdaniem zasługuje na specjalne podkreślenie. Otóż potrzeba tylko pięciu minut, przejścia przez ulicę i zagłębienia się między drzewa, by ujrzeć widok następujący.
Tak, dojazdy czasami będą boleć (licząc od chwili wyjścia z domu: godzina prawie na Ogrody i około czterdziestu minut do Collegium Maius). Ale jezioro i las — są nie do przecenienia. Znakomita okolica dla rowerzystów i biegaczy, czy po prostu dla tych wszystkich, którzy lubią się oderwać od schronu, betonu i zanurzyć w zieleń przyrody. Tym bardziej, że przez jezioro wiedzie most prowadzący do miejsca, w którym jest się daleko od jezdni, w którym właściwie nie słychać już samochodów i całego zgiełku miasta, w którym można po prostu pospacerować i odetchnąć — jeśli nie świeżym, to na pewno świeższym powietrzem. Za to nie można zapłacić kartą MasterCard.
I szkoda tylko, że gdy nadejdzie zima, mróz za oknami być może zniechęcać nas będzie do spacerów. Ale nasza w tym głowa, by mu się nie udało.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



